Rządzimy twardą ręką na naszej ośce. Tutaj liczy się lojalność, zaufanie i pełen magazynek. Trzymasz z nami – masz plecy. Próbujesz cwaniakować – znikasz bez śladu. Poznaj nasze zasady i sprawdź, z kim masz do czynienia.
Zaczynało się od zwykłego stania na rogu i pilnowania własnego podwórka w czasach, kiedy nikt w tym mieście nie dawał nam szans na przetrwanie. Nie mieliśmy za sobą bogatych inwestorów, wpływowych znajomych ani układów – tylko siebie nawzajem, zasady wpojone na ulicy i zieloną bandanę na nadgarstku. Każdy dzień na rewirze to była walka o to, żeby dotrwać do jutra i nie dać się zdeptać silniejszym.
The Families nigdy nie było luźną ekipy przypadkowych typów szukających szybkiego zarobku. Dla nas to coś znacznie głębszego – braterstwo wykute w trudnych warunkach, gdzie słowo ma większą wartość niż jakikolwiek podpis. Przetrwaliśmy czystki, krwawe wojny podjazdowe o każdy metr asfaltu i próby złamania nas przez tych, którym zależało na naszym upadku.
Dzisiaj nasza pozycja to fakt, a nie puste obietnice. Kontrolujemy sytuację na dzielnicy, znamy każdy zaułek i nie zamierzamy oddać nikomu ani cala przestrzeni, którą wywalczyliśmy własnymi rękami. Jeśli tu wchodzisz, to albo szanujesz to, co zbudowaliśmy, albo stoisz nam na drodze – a to drugie rzadko kończy się dobrze.
Nie pozwalamy obcym kręcić się po naszym terenie. Pilnujemy biznesów, dbamy o czystość na dzielni i kasujemy każdego, kto wpadnie na głupi pomysł sprzedawania na naszych kątach. Nasz teren jest pod stałym nadzorem.
Nie siedzimy z założonymi rękami. Ciągły ruch na mieście to podstawa.
Krótko i na temat. Zanim zaczniesz zadawać głupie pytania na ośce, przeczytaj to.